sobota, 10 marca 2012

Rozdział IV - Moments

Chłopak odsunął się ode mnie a ja uciekłam. Czemu to zrobiłam, nie wiem, nie mam pojęcia, przestraszyłam się tego, że moje życie zaczyna się układać?
Przybiegłam do domu, zamknęłam się w swoim pokoju i zaczęłam głośno płakać. Usłyszałam pukanie do drzwi i po chwili ujrzałam moją siostrę.
- Co się stało? - zapytała przerażona 
- Harry mnie pocałował ... - odpowiedziałam jej 
- I dlatego płaczesz? Wydawało mi się że ci się podoba.
- Bo podoba i to bardzo, ale ja się boję. Nie chcę przeżywać tego co kiedyś... 
- Nie wszyscy są tacy jak Josh, zapomnij o nim i daj szansę Harremu - powiedziała
Łatwo było jej mówić, ona tego nie przeżyła. Nie wie jak to bolało, gdy mnie bił bo odmawiałam seksu. Nigdy tego nie zapomnę...
Miranda podała mi telefon.
- Zadzwoń do niego - zaproponowała.
- I co mam mu niby powiedzieć? 
- Umów się z nim i wszystko sobie wyjaśnicie.
Wzięłam od niej telefon i wybrałam numer Hazzy.
- Halo ? - odezwał się głos w słuchawce
- To ja, Kate.
- Harry źle się czuje, nie chce z nikim gadać, z nami też.
- A kto mówi?
- Louis.
- Aha, przekażesz mu, że dzwoniłam ? 
- Jasne, że tak - odpowiedział i rozłączył się.
 Byłam wściekła. Wstałam z łóżka, chwyciłam kurtkę i ubrałam buty.
- Gdzie ty się znowu wybierasz? -  krzyknęła Caroline z kuchni.
- Naprawić to co zepsułam - wykrzyczałam , trzasnęłam drzwiami i szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu chłopaków.
Po 10 minutach byłam już na miejscu. Zapukałam. Po chwili otworzył mi Liam.
- Hej, mogę pogadać z Harrym?
- Jasne, może ty mu poprawisz humor - powiedział i wpuścił mnie do środka.
Weszłam po schodach na górę, zapukałam do pokoju Loczka i weszłam do środka.
Chłopak leżał na łóżku, usiadłam obok niego. Zauważyłam, że śpi. Pogłaskałam go po czule po policzku. Chłopak otworzył oczy i spojrzał na mnie.
- Przepraszam, nie chciałam cię obudzić - powiedziałam
- Co ty tu robisz? - zapytał
- Chciałam z tobą pogadać.
- O czym?
- O tym co się dzisiaj stało, przepraszam za to, że uciekłam. Nie powinnam była, chciałabym cofnąć czas... - powiedziałam smutnym głosem.
Loczek spojrzał mi prosto w oczy i przysunął się do mnie.
- Mam nadzieję, że teraz mi nie uciekniesz - powiedział i znowu poczułam słodki smak i delikatny dotyk ust Harrego.

***
Była godzina 17:28 gdy razem z Harrym zorientowaliśmy się, że od siedzenia w domu tyłki rosną i wypadałoby wyjść się przewietrzyć. Ubrałam swoje czerwone trampki i wyruszyliśmy. Jako, że o dziwo byłam we wspaniałym humorze, robiłam z siebie kompletną idiotkę.

- Harry, spójrz!
- Co? - spytał przerażony chłopak.
- Widzisz to, co ja?! - wskazałam (bardzo niegrzecznie zresztą, dzieci, nie róbcie tak) palcem na kobietę stojącą po drugiej stronie ulicy – To Mackowa Pani z Zaświatów!
Loczek spojrzał na mnie dziwnie, po chwili wybuchnął śmiechem.
- Wygląda, jak w kaftanie bezpieczeństwa – skomentował strój podejrzanej nieznajomej.
- Ha, ha, ha – zaśmiałam się złowrogo.

Po bezczelnym nabijaniu się z przypadkowych przechodniów, Harry postanowił pokazać mi miejsce zwane „Murek Meneli (c)” . Usadowiliśmy nasze szlachetne siedzenia na zimnym i brudnym kamieniu. Haroldowi udzielił się mój dobry humor. Nagle jego uwagę przykuł patyk.
Jego kształt przypominał wędkę, zatem nie pozostało nic innego jak znaleźć ryby. Niestety żadnych nie było. Nie zniechęciło nas to i już po chwili wesoło łowiliśmy śmieci z rowu.
W międzyczasie Harry opowiedział mi historię tego wspaniałego miejsca. Nastolatkowie zbierają się tu aby palić liście konopii czyli tzw. „zioło”, co widać wyraźnie po pozostawionych tu butelkach zmodyfikowanych specjalnie do tej czynności.

Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że dzień dobiega końca, a z naszego Murka jest doskonały widok na zachód słońca. Skłoniło nas to do przerwania zabawy. Usiedliśmy wtuleni w siebie. Nagle usłyszałam, że mój zielonooki patrzy na mnie śpiewając 
- Baby, you light up my world like nobody else...

Czułam, że tempo przepływu krwi w moich żyłach przyspiesza. Jego twarz zbliżała się do mojej. Było już bardzo blisko pocałunku, gdy nagle usłyszałam, że dzwoni moja komórka.
- Kurwa – syknęłam.
- Mać – dodał Harry, spoglądając na mój telefon wyraźnie niezadowolony.

Gdy odebrałam, usłyszałam krzyki mojej ciotki Caroline. Mówiła, że mam już wracać do domu.

Koniec rozdziału 4. Ciąg dalszy nastąpi...

 __________________________________________________________________________________
Hahaha , jestem zadowolona z tego rozdziału ;D jest śmieszny a spowodowane jest to moim dobrym humorem .;d 
KOMENTUJCIE JEŚLI WAM SIĘ PODOBA !!!!!!!!!!

4 komentarze:

  1. fajne :) skomentujesz ? http://zacznijiscadrogasamasieznajdzie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę humorzasty rozdział. Powodzenia pisz, dalej. ;D

    OdpowiedzUsuń